"Biedy nie ma". Tusk podał nowe stawki wynagrodzeń dla lekarzy
We wtorek (21 lipca) minister zdrowia Jolanta Sobierańska-Grenda ma przedstawić Radzie Ministrów projekty ustaw i rozporządzeń dotyczących zmian w ochronie zdrowia. Chodzi m.in. o zarobki lekarzy w publicznych placówkach leczniczych. Głos w tej sprawie zabrał przed posiedzeniem rządu premier Donald Tusk.
– Nazwę rzecz po imieniu. Nie chcę, aby ewentualnie pragnący zawetować te ustawy prezydent, żeby nie miał żadnego formalnego pretekstu do zawetowania, czyli że na przykład nie przeprowadziliśmy konsultacji z zainteresowanymi środowiskami. Dlatego będziemy pilnowali tutaj każdej godziny i każdego dnia, aby jak najszybciej, ale zgodnie z regułami i przepisami doprowadzić do głosowania w Sejmie tych ustaw – powiedział Tusk, dodając, że "początek września wydaje się tutaj bardzo realistyczny".
Tusk o zarobkach lekarzy: Biedy nie ma
Jak tłumaczył, Ministerstwo Zdrowia proponuje limit wynagrodzenia dla lekarzy pracujących w publicznej służbie zdrowia. Nie chodzi o to, żeby lekarze zarabiali źle, wręcz przeciwnie. Ta propozycja oznacza, że polscy lekarze i tak będą bardzo wyraźnie powyżej średniej europejskiej, jeśli chodzi o możliwość zarabiania. Na prawdę nie będzie krzywdy, chociaż spodziewam się z niektórych stron poważnych emocji – przyznał.
Dodał, że górny limit wynagrodzenia to będzie 16-krotność płacy minimalnej, czyli 76 800 zł miesięcznie. – Biedy nie ma – ocenił premier. – Niektórym to się będzie wydawało bardzo dużo, bo to jest dużo. Nielicznym będzie się wydawać, że to jest mało, bo w tym niekonsekwentnym i niekontrolowanym systemie wynagrodzeń zarabiali dużo, dużo więcej – zaznaczył.
Według niego proponowany przez MZ pułap wynagrodzeń "wydaje się przyzwoity i na pewno nie skazuje nikogo na niskie zarobki". Podkreślił, że lekarze będą zarabiać maksymalnie 250 zł za godzinę. Jak tłumaczył, kwotę 76 800 zł będzie mógł zarobić ktoś, kto wypracuje równowartość dwóch pełnych etatów.
Ocenił, że "ograniczenie czasu pracy lekarzy nie jest drastyczne" i będą oni mogli pracować "długo, żeby zarobić dużo". Jak dodał, chodzi o bezpieczeństwo pacjentów i wyeliminowanie pola do nadużyć, kiedy "zdarzały się przypadki, że pracowano większą ilość godzin niż trwa doba i to w kilku miejscach".
Premier: Wielotysięczne wynagrodzenia za godzinę muszą się skończyć
Tusk zapowiedział, że "nie będzie już wynagrodzeń na zasadzie procentu od procedury". Argumentował, że "leczenie nie jest brutalnym biznesem". Wyjaśnił, że liczenie procentu od procedury (niektóre są bardzo drogie) doprowadzało do sytuacji, które budziły uzasadnione emocje. – Te wielotysięczne wynagrodzenia za godzinę, to się musi skończyć – oświadczył.
Mówił także o jawności wszystkich kontraktów zawieranych przez placówki medyczne korzystające z publicznych pieniędzy. – To nie jest wymierzone w jakąś grupę zawodową, w lekarzy. Wszyscy w Polsce, którzy korzystają ze środków publicznych, są zobowiązani do przejrzystości, a więc do publikowania treści kontraktów – wskazał, dodając, że "jawność nie jest czymś szczególnym", ale powinna oczyścić atmosferę wokół zarobków medyków.
Szef rządu przypomniał, że obowiązuje już tzw. ustawa peselowa, która daje możliwość weryfikacji zarobków lekarzy po ich numerze PESEL. – Nie po to, żeby epatować opinię publiczną czy media tymi zarobkami, tylko po to, żeby realistycznie ocenić, na ile ustawy są realizowane i na ile racjonalnie działają jednostki podległe władzom publicznym, korzystające z pieniędzy NFZ – mówił Tusk.